Mój Szef Melissa Darwood

Czytaliście Kiedyś Książkę, która u niektórych wzbudzała kontrowersje a wam się podobała? Ja miałam tak po raz kolejny. W moje ręce wpadła najnowsza książka Melissy Darwood o prostym tytule Mój Szef.
Szczerze wam powiem, że od momentu gdy zaczęłam ją czytać, nie mogłam przestać. Spytacie się co mi się w niej podobało? Już wam mówię. 

 Spodobała mi się pyskata Maria, była taką ekspresyjną kobietą. Pomimo błędu jaki na początku popełniła, no bo jak można zadowalać się byle jakimś facetem byle by był!? Ci, którzy czytali, właśnie w tym momencie, trochę zniesmaczyli się jedną sceną, i gdybym miała się czepiać to pewnie też miałabym obiekcje. Cóż mogę powiedzieć, Kobiety lubią czyste Penisy. Tego jestem pewna. Ale wróćmy do Meritum. Nasza bohaterka, podejmuje się pracy w nowym miejscu, wszystko świetnie gdyby nie jej szef. Ano właśnie. 
Jan, jak to można stwierdzić Sztywny Jan i jego podejście do życia i pracy. Wszystko musi być idealnie jak sobie Jan zażyczy. I tego właśnie znieść nie może nasza Marysieńka. Bo otóż Jan jest przystojny ale.. no właśnie, ale  Pan szef to specyficzny człowiek. Ciężko go rozgryźć bo niby nieprzystępny a jednak, potrafi okazać trochę ludzkich uczuć. A jeśli chodzi o samczą łóżkową wersję Jana.. Offff.. Jestem na tak. 
Scena w biurze... O cholera.. Czytałam ją kilka razy 😁😁

Choć z początku mogło by się wydawać, że będzie to standardowa relacja Szef - Asystentka, tu autorka sprawiła mi nie lada niespodziankę. Otóż pod koniec książki, zanim było jasno napisane o co chodzi z Janem, ja już wiedziałam i byłam bardzo usatysfakcjonowana. Temat jest mi bliski ponieważ, ktoś z moich bliskich znajomych boryka się od bardzo dawna z podobną sytuacją, a raczej Syn mojej znajomej. Niestety, nie mogę wam zdradzić o co dokładnie chodzi, ponieważ zdradziłabym wam to co w tej historii najcenniejsze. Bohaterowie wyraziści i wszystko było tak jak powinno. Ostry język Mari dodawał smaczku całej historii. 
Jeśli chodzi o końcówkę, Melissa kupiła mnie, bo uśmiechałam się jak głupia gdy ją czytałam i łezka w oku też się zakręciła 😁 za co jej bardzo dziękuję. 

Jedyne do czego muszę się przyczepić to, jedno słowo. Osobiście lubię świntuszące pary podczas sexu, ale dobór słów jest dla mnie szalenie ważny. Jeśli scena jest romantyczna i sex nie jest ostry i zwierzęcy, to słowo Kut*s strasznie obniża moją satysfakcję z czytania danego fragmentu. 

Tak więc, oto moja osobista opinia dotycząca tej książki. Jeśli macie inną, cóż macie do tego prawo i za to was Lubię. Pamiętajcie, Książki czytamy dla przyjemności i ja właśnie z przyjemnością poddałam się lekturze. 

Komentarze